Rekrutacja 2024/2025

Więcej informacji znajdziesz TU <- kliknij ->

 

Dnia 11 czerwca, członkowie grupy teatralnej RAMPA, mieliśmy zaszczyt wziąć udział w warsztatach aktorski poprowadzonych przez pana Wojciecha Rydzio, który przyjechał do nas z Teatru Jaracza w Olsztynie. Ciepło go przywitaliśmy i następne trzy godziny spędziliśmy z nim na różnych ciekawych aktywnościach. Pan Wojciech wytłumaczył nam, czym może być konflikt. Czy wewnętrzny, czy między dwoma osobami, jest formą jakiejś niezgody. Poprzez integrację i zabawy staraliśmy się znaleźć źródła naszych konfliktów, określić jakie emocje one w nas wywołują oraz nawet odegrać parę scenek. Na różne sposoby ukazywaliśmy bunt i niezgodę. Wywołało to w nas niemało emocji! Mimo wymagającego tematu na zajęciach panowała miła atmosfera, a nasze zadania przeplatały się z paroma rozluźniającymi grami zespołowymi. Na sam koniec zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie, jak zawsze kreatywne. Jeszcze raz dziękujemy panu Wojciechowi za oryginalne zajęcia, mamy nadzieję, że nie ostatnie! A tu parę osobistych opinii od nas:

„Na zajęciach z Panem Wojtkiem nauczyliśmy się, że konflikty często mogą stymulować do działania i zmiany. Dowiedzieliśmy się jak funkcjonuje nasze ciało i otoczenie, i jaki wpływ mogą mieć nasze intencje. Zyskaliśmy wiedzę do wykorzystania na scenie, ale i poza nią. Oprócz tego Pan Wojtek prowadził zajęcia w bardzo miłej atmosferze co zostawiło nas w dobrym humorze do końca dnia.”

„Warsztaty mi się bardzo podobały, dzięki nim jestem bardziej świadoma przestrzeni na scenie i skupiam się nie tylko na emocjach, ale i na ruchu scenicznym. 3 godziny minęły jak 10 minut 🤙”

„Moim zdaniem te warsztaty były świetne! Super się na nich bawiłam i nie nudziłam się. Po nich wiem, że na scenie nie jest potrzebne tylko opanowanie głosu, ale przede wszystkim nagłe ruchy, które przykuwają uwagę publiczności!! Dziękuję bardzo i mam nadzieję, że będę miała możliwość wzięcia udziału w podobnych warsztatach!!”

25 kwietnia był dla nas dniem wyjątkowym z kilu powodów. Głównym powodem naszej ekscytacji był spektakl „Balladyna” wystawiany w naszym ukochanym Jaraczu. Udało nam się zdobyć bilety na spektakl przedpremierowy, co spowodowało, że nic na temat tego jak wygląda spektakl nie wiedzieliśmy. Więc każdy miał swoje wyobrażenia i oczekiwania. Tym bardziej, że reżyserem jest Jarosław Kilian (znawca i wielbiciel „Balladyny” – wystawiał ją już w różnych teatrach 3 razy), a obsada jak zwykle gwiazdorska.

Trzeci dzwonek, zgasły światła, kurtyna poszła w górę. Wszystkim serca zabiły mocniej. Pierwsze zaskoczenie to prosta scenografia. Drugie to, że Chochlik i Skierka (grane przez Katarzynę Kropidłowską i Małgorzatę Rydzyńską) to kobiety. Trzecie, że Goplana … no właśnie, że Goplana wyślizgnęła się poza granice naszej wyobraźni i nikt sobie jej tak nie wyobrażał. W tej roli zobaczyliśmy Macieja Cymorka (wielkie brawa), który „rozwalił” nas na wiele sposobów swoją postacią.

Ogólnie gra aktorska, jak zawsze na wysokim poziomie. Balladyna (Alicja Parczewska), która ewaluowała i zmieniała się na naszych oczach w coraz to inną osobę, z innymi emocjami, celami i czasami miało się wrażenie, że to kilka innych osób gra tą rolę. Cudowna, delikatna i naiwna Alina (Emilia Lewandowska), Grabiec (Marcin Tyrlik) – tu też wielkie zaskoczenie i rewelacyjna gra – którego chyba tez wyobrażaliśmy sobie inaczej. Cezary Ilczyna jako pustelnik, Joanna Fertacz w roli matki (tu też wielki ukłony), Kirkor (Mikołaj Trynda) – męski, uwodzicielski i intrygujący. Maciej Mydlak, rewelacyjny w roli Fon Kostryna, Marian Czarkowski, Krzysztof Plewako-Szczerbiński i studenci Sewruka, wszyscy zagrali nietuzinkowo, niepowtarzalnie i wspaniale.

Do tego muzyka (Adam Walicki), stroje (Dorothée Roqueplo), choreografia (Jacek Przybyłowicz) sprawiły, że dyskusjom po spektaklu nie było końca. Niektórzy byli zachwyceni skromną scenografią (inni nie), śpiewem Goplany (tu też zdania były podzielone). Część mówiła, że wyobrażała sobie to inaczej, ale to było coś. Ogólnie spektakl zrobił wrażenie.

Dodatkowo spotkanie po spektaklu z aktorami i osobami przygotowującymi „Balladynę” dał nam wiele radości i odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Dziękujemy p. Barbarze Święcickiej za spotkanie. Jak zwykle Jaracz nas zaskoczył, oczarował i sprawił, że wrócimy tam na 10000%. Dobra robot :)

 

A oto kilka opinii widzów:

Ostatniego dnia przed majówką pojechaliśmy do olsztyńskiego teatru im. Stefana Jaracza, aby obejrzeć “Balladyne”. Oglądając spektakl mieliśmy okazję poczuć się jak świadkowie wydarzeń z okolic jeziora Gopło, ponieważ aktorzy znakomicie odgrywali swoje role. Ponadto spektakl był dość długi więc każdy z nas miał wiele czasu na wczucie się w panujący na scenie klimat. Po widowisku mieliśmy zaszczyt spotkać się i porozmawiać z obsadą oraz reżyserem, którzy chętnie odpowiadali na nasze pytania i dzielili się sekretami zza kulis. Reżyser (Jarosław Kilian) opowiedział nam bardzo dużo o swojej pracy i zamiłowaniu do “Balladyny” Juliusza Słowackiego. Dzięki tej rozmowie lepiej poznaliśmy szczegóły pracy reżysera. Było super!” 

„Bardzo dobrze bawiłam się na „Balladynie”. Jako, że zrobiłam sobie „przerwę” od teatru, liczyłam, że te przedstawienie mnie pozytywnie zaskoczy. Tak też było! Emocje na scenie przechodziły na mnie w trakcie spektaklu, a kostiumy były dopracowane. Lektura szkolna, która była dla mnie męczarnią, przerodziła się w wspomnienie na lata. Bardzo cieszę się, że miałam szansę wysłuchać wizji reżysera po przedstawieniu. Zdecydowanie wrócę do wyjazdów do teatru Jaracza!”

„Bardzo mi się podobał występ. Jest to mój ulubiony spektakl. Każda postać była podpasowana idealnie do swojej roli i zdziwiłam się, że ludzie są aż tak utalentowani do tego stopnia, że mogą tak idealnie odwzorować drugą osobę. Popłakałam się 2 razy, szczególnie w scenie wyroku na matkę. Bardzo mi się podobały te wątki, gdzie np. pomocniczka goplany sypała sobie z jednej dłoni do drugiej niewidoczny pyłek lub piasek. chyba zacznę chodzić do teatru częściej 😂 ale tylko tego w Olsztynie 🥰 „

„Zaskoczył mnie sposób przedstawienia utworu, spodziewałem się postaci bardziej zbliżonych epoce Słowackiego. Na początku zraziło mnie to lekko, choć później dało to duży wyraz artystyczny. Podobała mi się ta różnorodność na scenie, mogłem tam zobaczyć każdą epokę, jej ubiór. Ogólnie, po spektaklu wyszedłem zdziwiony, nie do końca potrafiąc połączyć książkową Balladynę z tą ze sceny. Mimo wszystko, spektakl mnie nie zawiódł i zostawił z dużymi przemyśleniami odnośnie tego formatu.”

Ostatni raz w tym roku szkolny udaliśmy się do Teatru Jaracza by zobaczyć ostatni, trzeci spektakl dyplomowy studentów ostatniego roku ze Studium Aktorskiego. Spektakl pt. „Hotel Chelsea” wywarł na nas ogromne wrażenie. Akcja spektaklu rozgrywa się w słynnym nowojorskim Hotelu Chelsea. Ten wybudowany w 1886 roku obiekt, przez dziesięciolecia stanowił miejsce pobytu wielu wybitnych artystów i artystek. Przebywał tu m.in. Andy Warhol, Jane Fonda, Frida Kahlo, Patti Smith, Janis Joplin. Niektórzy z nich mieszkali w nim przez lata, inni znajdowali tam schronienie na krócej. Miejsce to stanowiło swoistą enklawę dla wielu osób będących w różnych stadiach swojej kariery. Spektakl „Hotel Chelsea" opowiada o losach ośmiu z nich. Twórcy, którzy starają się znaleźć wspólną płaszczyznę między życiorysami konkretnych postaci, a doświadczeniami osób aktorskich, dotykają tematów związanych m.in. z seksualnością, marzeniami oraz niepewnością wchodzenia w zawód.

Dziękuję wszystkim teatromaniakom za to, że byliście, jeździliście, przeżywaliście, rozmawialiście chłonęliście teatr. To przyjemność być tam z Wami. Głowa do góry, we wrześniu kolejny wyjazd. Dziękuję też p. Dominice Skrzypczyńskiej i Elżbiecie Niedźwieckiej-Dżus za mile towarzystwo – Jarosław Olejnik

 

A oto kilka opinii wiernych widzów:

„Zawsze jak jadę na sztukę do Sewruków jestem wręcz pewna, że się nie zawiodę i będzie niesamowita. Tak samo było z „Hotelem Chelsea”. Samo przedstawienie hotelowych gości w tajemniczej oprawie i wplatanie w ich przygody osobistych doświadczeń aktorów stworzyło taką wspaniałą atmosferę, że aż nie chciałam, żeby ten spektakl dobiegł końca. Kwestie postaci (a szczególnie Roberta!!!) poruszyły mnie i zmusiły do refleksji na tematy trudne, ale ważne i jestem za to bardzo wdzięczna. Pewna część tej pięknej przygody zostanie ze mną na dłużej. Dziękuję Wam za kolejne cudowne spotkanie.”

„Hotel Chelsea był niewątpliwie moim ulubionym spektaklem dyplomowym Sewruków. Bardzo podobał mi się sposób przedstawienia gwiazd mieszkających w hotelu, ale także przeplatane wątki i osobiste doświadczenia aktorów. Tajemniczości i klimatu nadawała muzyka, która bardzo mnie hipnotyzowała. Bardzo poruszył mnie wątek Jane Fondy (swoją drogą świetnie zagranej). Spektakl na pewno skłoni mnie do refleksji nad tym ile muszą poświęcić artyści by byli zauważalni i odnieśli sukces, oraz nad tym jakie są realia ich marzeń.”

„Po raz kolejny jestem zachwycona grą aktorską studentów. Ich trzeci spektakl dyplomowy „Hotel Chelsea” zwalił mnie z nóg! Dosłownie nie mogłam oderwać oczu ze sceny, a kolejne opowieści o losach artystów i artystek, którzy zamieszkiwali tytułowy hotel, zmuszały do coraz to większej refleksji. To było niesamowite doświadczenie.”

W tym roku Międzynarodowy Dzień Teatru udało nam się spędzić w „Jaraczu”. Tradycyjnie nasza szkolna brać teatralna wybrała aktorkę i aktora 2023 roku. W tym roku tytuł ten przypadł p. Milenie Gauer i p. Marcinowi Tyrlikowi. Zachwycili nas swoimi kreacjami aktorskimi i tym, że w każdej roli pokazali inne sceniczne oblicze. Doceniliśmy również studentów 3 roku ze Studium Aktorskiego, którzy zaprezentowali się fantastycznie podczas swoich przedstawień dyplomowych (Karina Badura, Mariacristina Mallardo, Adam Piotrowski, Paulina Lubowiecka, Patryk Lewandowski, Aneta Krupa, Magdalena Jarek, Zuzanna Filipkowska). Udało nam się spotkać z naszymi idolami. Były uściski, rozmowy i radość ze spotkania i możliwość wymiany uprzejmości.

Następnie obejrzeliśmy spektakl pt. ”Nie smućcie się. Ja zawsze będę z Wami.”. Akcja rozpoczyna się we wsi Gietrzwałd na Warmii, między 27 czerwca a 16 września 1877 roku. W tym czasie mają tu miejsce objawienia maryjne, jedne z dwunastu zaakceptowanych przez Watykan. Wizjonerkami są dwunastoletnia Barbara Samulowska (Aleksandra Kolan) i rok starsza Justyna Szafryńska (Milena Gauer). Na prośbę ukazującej się postaci (która zwraca się do nich w gwarze warmińskiej) obie wstępują do zakonu Szarytek. Barbara została w zakonie aż do śmierci, Justyna w wieku trzydziestu trzech lat potajemnie go opuściła, aby rozpocząć nowe życie. Historia pokazuje historię tych dwóch kobiet, z których jedna została przez kościół zapomniana a druga ma być niedługo beatyfikowana.

Niby historia przewidywalna, niby religijna, ale… Każdy przeżywał ją na swój sposób. Każdy znalazł w niej coś innego. Niektórzy wychodzili zachwyceni inni zdezorientowani. Najlepiej zobaczyć to samemu, polecamy! Układ krzeseł (oglądamy spektakl z 4 stron), cudowna gra aktorska i niezapomniane kreacje, chór matek boskich (dziewczyny super robota) i zakończenie. Wszystko sprawia, że po raz kolejny „Jaracz” nas zaskoczył, zachwycił i zadziwił. Te trzy „Z” sprawiają, ze chcemy tam wracać i nie mamy dość :)

Na koniec mieliśmy okazję porozmawiać z aktorami podczas spotkania, które prowadziła pedagorzka teatralna Barbara Święcicka. Poruszaliśmy tematy związane ze spektaklem, ale też rozmawialiśmy o pracy aktora, o ich marzeniach, obawach i co sprawia im radość. Rozmowa dała nam niepowtarzalną okazję porozmawiać i poobcować z aktorami.

Ten dzień zapadnie nam na długo w pamięci. Dziękujemy aktorom, pani Basi i Teatrowi za ten cudowny czas.

 

Opinie uczestników:

„Ostatni spektakl przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Pani Milena Gauer za każdym razem zadziwia mnie tym z jaką łatwością i swobodą potrafi wcielić się w rolę, którą jest jej dane odegrać. Tym razem była to Justyna Szafryńska, której dalsze losy było nam dane śledzić, po tym jak zdecydowała się potajemnie opuścić Zakon Szarytek. Uroku dodawał również sposób w jaki oglądaliśmy sztukę. Scena znajdowała się na środku, a siedzenia poustawiane niemal z każdej strony, dzięki czemu miałam wrażenie, jakbym  również uczestniczyła w przedstawionych wydarzeniach, a emocje odczuwałam ze zdwojoną siłą. Po spektaklu mieliśmy okazję uczestniczyć w rozmowie z aktorami, gdzie w przyjemnej atmosferze wymieniliśmy się swoimi opiniami. Już nie mogę się doczekać kolejnego wyjazdu!”

„Ostatni spektakl okazał się niesamowity. Problemy które poruszył na długo ze mną zostaną. W szczególności zaciekawiła mnie postać Justyny Szafryńskiej, w którą wcieliła się Milena Gauer. Chętnie obejrzałabym to jeszcze raz.”

„Spektakl zwalił mnie z nóg. Dwie tak różne postacie zagrane przez p. Aleksnadrę Kolan i p. Milenę Gauer pozwoliły mi przeżywać ich historie. Obie różne, ale obie (moim zdaniem) tragiczne. Pozostali aktorzy – majstersztyk. No i Maryjki :) Scenografia, układ krzeseł – wszystko było genialne!”

W 27.03.2024 roku w naszej szkole odbył się spektakl „Moje ręce krzyczą“, w którym aktorami są osoby niesłyszące. Każdy z aktorów miał swoją rolę. Pani Małgorzata występowała jako osoba niesłysząca wychowana w rodzinie osób niesłyszących, język migowy był dla niej „światłem głuchych“, jako mała dziewczynka myślała że wszyscy są jak ona, i ciężko było jej zrozumieć, czym jest dźwięk.

Pani Ola była wychowana w rodzinie, w której były osoby słyszące, jak i niesłyszące. Jej rodzice pozwalali jej migać w domu do woli, ale dowiedziała się ona od swojej koleżanki że nie u każdego tak to wygląda. Kiedy była młoda, niektórzy jej znajomi wstydzili się migania, a ich rodzice nie pozwalali im siebie wyrażać w ten sposób. Chodząc na zajęcia do logopedy, pokochała muzykę, starając się łączyć melodie ze słowami i chociaż w praktyce brzmi to niemożliwe, była w stanie jej doświadczyć. Pani Ola jest osobą bardzo ekspresywną i całe życie starała się połączyć świat słyszących i niesłyszących.

Pan Emil urodził się  niesłyszący jako pierwszy w jego rodzinie i od małego chodził na wszelkie zajęcia, aby nauczyć się mówić i czytać. Wbrew pozorom język migowy, a polski wiele się od siebie różnią i nie każdy niesłyszący umie się nim posługiwać. Pan Emil uczył się rozumieć słowa za pomocą ułożenia ust, czy rozróżniania dźwięków. I pomimo tego, że nabył spore umiejętności, to twierdzi, że woli posługiwać się właśnie językiem migowym, bo chce pozostać w społeczności osób głuchych.

Spektakl niósł ze sobą wiele wiedzy, poruszając ważny temat, aktorzy pokazali swój świat i perspektywę w bardzo przystępny sposób. Po obejrzeniu spektaklu zobaczyłam społeczność, której na pierwszy rzut oka w ogóle nie dostrzegamy, a która widzi świat zupełnie inaczej niż my, a jednocześnie w ten sam sposób. Opowieści, którymi podzielili się aktorzy uświadamiają, że ludzie często, gdy spotykają się z osobą głuchą, biorą ją jako kogoś niepełnosprawnego. Próbujemy dopasować ich do naszego świata, będąc przekonani, że wyjdzie im to na dobre, nie zdajemy sobie sprawy, że osoby głuche potrafią żyć na swój sposób, i często właśnie tego chcą. Tworzą społeczność, w której dobrze sobie radzą i z której są dumni. Chcą rozwijać się na swój sposób i być sobą, a rozumiana przez nas inność często dla nich jest właśnie ich tożsamością. Po spektaklu rozumiem, że również powinniśmy być otwarci na inne perspektywy i spróbować zrozumieć inny odbiór świata, bo koniec końców wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy swoje potrzeby i marzenia.

 

„Żyjemy w świecie dźwięków. Nieustannej kakofonii sygnałów smartfonów, klaksonów, krzyku polityków i podniesionych głosów. Zakładamy słuchawki na uszy, żeby dźwięki płynęły bezpośrednio i wwiercały się w nasz mózg. Nie umiemy żyć w ciszy. Do tej pory nie zastanawiałam się, jak to jest w świecie bez dźwięków. Niezwykły spektakl „Moje ręce krzyczą” zagrany perfekcyjnie w auli naszej szkoły (27.03.2024)  zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Aktorzy niesłyszący zabrali mnie do swojego świata , w którym komunikowanie się w języku migowym jest formą istnienia w świecie ludzi nierozumiejących ich problemów. Świat ciszy okazuje się pełen bogactwa przeżyć. Wyraża to ekspresywny sposób ich porozumiewania się, w którym  gesty i dotyk  umożliwiają wymianę myśli i uczuć.”

„Cisza może dać szczęście i radość. Nie jest pustką. To oni umieją ją zagospodarować  i wkroczyć do świata ludzi słyszących z przesłaniem. Jesteśmy tacy jak wy. Tak samo czujemy, myślimy, przeżywamy radość i smutek. Mamy marzenia, plany i chcemy je realizować.”

„Piękna lekcja życia. Dziękuję, że mogłam w niej uczestniczyć.”

„Było to bardzo ciekawe przeżycie, ponieważ aktorzy przedstawiali swoje doświadczenia i codzienne zmagania, z jakimi się spotykają w środowisku zewnętrznym. Te informacje przekazywali nam nie tylko językiem migowym, ale również  za pomocą różnych gestów, takich jak, np. tupanie, czy mimika twarzy. Pani Małgosia pokazała sposób czytania z ruchu warg, który nie jest łatwy, kiedy zaczynają to być pełne zdania. Spektakl uświadomił mnie również, że osoby niesłyszące są wtłaczane w normy społeczeństwa słyszącego, które w wielu przypadkach odrzuca posługiwanie się językiem migowym. Mimo tego, że są to osoby nieużywające głosu, bądź ograniczające jego użycie , to w swoich ruchach migowych wyrażają mnóstwo ekspresji i bliskości do drugiego człowieka, szczególnie, gdy posługują się dotykiem. Dzięki temu przedstawieniu uświadomiłam sobie, że każdy człowiek niezależnie od tego, jakim językiem się posługuje, ma prawo do kształcenia się i rozwijania.”

„Miałam szansę zobaczyć spektakl „Moje ręce krzyczą”, w którym aktorami były osoby niesłyszące. Przedstawiały one swoją historię: jak ich bliscy reagowali na fakt, że nie słyszą i chcą się posługiwać językiem migowym, jak wyglądała ich nauka w szkole i to, że nauczyciele nakazywali im noszenie aparatów słuchowych, mimo że nie było to dla niektórych komfortowe. Na scenie stali aktorzy, którzy używali PJM, a nam odbiorcom było to tłumaczone przez panią, która siedziała przed nimi. Przedstawiali przede wszystkim to, że chcieliby żyć normalnie i nie być traktowani przez społeczeństwo jak ktoś inny. Ten występ na pewno poszerzył moją wiedzę na temat ich doświadczeń życiowych, a nawet tego, jak wyglądają ich myśli. Zrozumiałam, jak trudna dla nich może być zwykła wizyta u lekarza, gdyż przez niezrozumienie doktor nie pozwala na tłumacza czy pisanie na kartce. Są oni bardzo odsuwani, mimo że nie różnią się od nas - słyszących. Spektakl dał mi do zrozumienia, jak dyskryminowani są nawet pod względem nauki. Nie ma w Polsce uniwersytetu dla głuchych, mimo że jedna z aktorek wspomniała, że podczas swojej podróży do Ameryki spotkała się z takim uniwersytetem. Byli tam głusi wykładowcy, profesorowie oraz uczniowie, co bardzo ułatwia im naukę i zdobywanie wykształcenia.  Gestami, mową ciała i mimiką można naprawdę wiele pokazać. Wyrażać emocje można nie tylko poprzez słowa czy dźwięki.”