Weekend
Sobota oraz niedziela to dni na tak zwane „programy rodzinne”. Każda para organizowała sobie czas w taki sposób, jaki im najbardziej odpowiadał. Niektórzy zwiedzali miasto, pewnej dwójce udało się zaklepać ostatnie bilety na mecz Borussi Dortmund, pewni szczęściarze wybrali się nawet do Amsterdamu. Planowany był nawet grupowy wypad na (i tu uwaga)… Festiwal Dyni! Jak widać, Niemcy to bardzo kreatywny naród.
Dzień 6.
Szóstego dnia wróciliśmy do szkoły. Zadanie było następujące - w grupach mieliśmy przygotować t.z. foto story. Nasi opiekunowie podając temat „Przyjaźń polsko - niemiecka”, nie spodziewali się chyba opowieści o seryjnym mordercy, czy nowej adaptacji serialu „Jak poznałem waszą matkę”. Mieszkańcy Wesel musieli być naprawdę zdziwieni widząc oświadczyny fotografowane telefonem komórkowym.
Dzień 7.
Ostatni dzień wymiany spędziliśmy w Oberhausen. W parku linowym jeden z naszych opiekunów zaangażował nawet prywatnych fotografów, aby rejestrowali jego wyczyny… do momentu przejścia przez most zwodzony. Mieliśmy także okazję zobaczyć wystawę w dawnym, ogromnym zbiorniku gazu. Wieczorem musieliśmy stanąć twarzą w twarz z pożegnaniem. Od razu powiem, że obyło się bez zbędnych lamentów - najwyżej 9 osób uroniło łzę… W każdym razie, nasza dziesięcioosobowa grupa opuściła Wesel o godzinie 20:00.
Wracaliśmy z myślą o 31 maja 2017 roku, kiedy to znowu zobaczymy się z naszymi niemieckimi przyjaciółmi.









