
W 27.03.2024 roku w naszej szkole odbył się spektakl „Moje ręce krzyczą“, w którym aktorami są osoby niesłyszące. Każdy z aktorów miał swoją rolę. Pani Małgorzata występowała jako osoba niesłysząca wychowana w rodzinie osób niesłyszących, język migowy był dla niej „światłem głuchych“, jako mała dziewczynka myślała że wszyscy są jak ona, i ciężko było jej zrozumieć, czym jest dźwięk.
Pani Ola była wychowana w rodzinie, w której były osoby słyszące, jak i niesłyszące. Jej rodzice pozwalali jej migać w domu do woli, ale dowiedziała się ona od swojej koleżanki że nie u każdego tak to wygląda. Kiedy była młoda, niektórzy jej znajomi wstydzili się migania, a ich rodzice nie pozwalali im siebie wyrażać w ten sposób. Chodząc na zajęcia do logopedy, pokochała muzykę, starając się łączyć melodie ze słowami i chociaż w praktyce brzmi to niemożliwe, była w stanie jej doświadczyć. Pani Ola jest osobą bardzo ekspresywną i całe życie starała się połączyć świat słyszących i niesłyszących.
Pan Emil urodził się niesłyszący jako pierwszy w jego rodzinie i od małego chodził na wszelkie zajęcia, aby nauczyć się mówić i czytać. Wbrew pozorom język migowy, a polski wiele się od siebie różnią i nie każdy niesłyszący umie się nim posługiwać. Pan Emil uczył się rozumieć słowa za pomocą ułożenia ust, czy rozróżniania dźwięków. I pomimo tego, że nabył spore umiejętności, to twierdzi, że woli posługiwać się właśnie językiem migowym, bo chce pozostać w społeczności osób głuchych.
Spektakl niósł ze sobą wiele wiedzy, poruszając ważny temat, aktorzy pokazali swój świat i perspektywę w bardzo przystępny sposób. Po obejrzeniu spektaklu zobaczyłam społeczność, której na pierwszy rzut oka w ogóle nie dostrzegamy, a która widzi świat zupełnie inaczej niż my, a jednocześnie w ten sam sposób. Opowieści, którymi podzielili się aktorzy uświadamiają, że ludzie często, gdy spotykają się z osobą głuchą, biorą ją jako kogoś niepełnosprawnego. Próbujemy dopasować ich do naszego świata, będąc przekonani, że wyjdzie im to na dobre, nie zdajemy sobie sprawy, że osoby głuche potrafią żyć na swój sposób, i często właśnie tego chcą. Tworzą społeczność, w której dobrze sobie radzą i z której są dumni. Chcą rozwijać się na swój sposób i być sobą, a rozumiana przez nas inność często dla nich jest właśnie ich tożsamością. Po spektaklu rozumiem, że również powinniśmy być otwarci na inne perspektywy i spróbować zrozumieć inny odbiór świata, bo koniec końców wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy swoje potrzeby i marzenia.
„Żyjemy w świecie dźwięków. Nieustannej kakofonii sygnałów smartfonów, klaksonów, krzyku polityków i podniesionych głosów. Zakładamy słuchawki na uszy, żeby dźwięki płynęły bezpośrednio i wwiercały się w nasz mózg. Nie umiemy żyć w ciszy. Do tej pory nie zastanawiałam się, jak to jest w świecie bez dźwięków. Niezwykły spektakl „Moje ręce krzyczą” zagrany perfekcyjnie w auli naszej szkoły (27.03.2024) zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Aktorzy niesłyszący zabrali mnie do swojego świata , w którym komunikowanie się w języku migowym jest formą istnienia w świecie ludzi nierozumiejących ich problemów. Świat ciszy okazuje się pełen bogactwa przeżyć. Wyraża to ekspresywny sposób ich porozumiewania się, w którym gesty i dotyk umożliwiają wymianę myśli i uczuć.”
„Cisza może dać szczęście i radość. Nie jest pustką. To oni umieją ją zagospodarować i wkroczyć do świata ludzi słyszących z przesłaniem. Jesteśmy tacy jak wy. Tak samo czujemy, myślimy, przeżywamy radość i smutek. Mamy marzenia, plany i chcemy je realizować.”
„Piękna lekcja życia. Dziękuję, że mogłam w niej uczestniczyć.”
„Było to bardzo ciekawe przeżycie, ponieważ aktorzy przedstawiali swoje doświadczenia i codzienne zmagania, z jakimi się spotykają w środowisku zewnętrznym. Te informacje przekazywali nam nie tylko językiem migowym, ale również za pomocą różnych gestów, takich jak, np. tupanie, czy mimika twarzy. Pani Małgosia pokazała sposób czytania z ruchu warg, który nie jest łatwy, kiedy zaczynają to być pełne zdania. Spektakl uświadomił mnie również, że osoby niesłyszące są wtłaczane w normy społeczeństwa słyszącego, które w wielu przypadkach odrzuca posługiwanie się językiem migowym. Mimo tego, że są to osoby nieużywające głosu, bądź ograniczające jego użycie , to w swoich ruchach migowych wyrażają mnóstwo ekspresji i bliskości do drugiego człowieka, szczególnie, gdy posługują się dotykiem. Dzięki temu przedstawieniu uświadomiłam sobie, że każdy człowiek niezależnie od tego, jakim językiem się posługuje, ma prawo do kształcenia się i rozwijania.”
„Miałam szansę zobaczyć spektakl „Moje ręce krzyczą”, w którym aktorami były osoby niesłyszące. Przedstawiały one swoją historię: jak ich bliscy reagowali na fakt, że nie słyszą i chcą się posługiwać językiem migowym, jak wyglądała ich nauka w szkole i to, że nauczyciele nakazywali im noszenie aparatów słuchowych, mimo że nie było to dla niektórych komfortowe. Na scenie stali aktorzy, którzy używali PJM, a nam odbiorcom było to tłumaczone przez panią, która siedziała przed nimi. Przedstawiali przede wszystkim to, że chcieliby żyć normalnie i nie być traktowani przez społeczeństwo jak ktoś inny. Ten występ na pewno poszerzył moją wiedzę na temat ich doświadczeń życiowych, a nawet tego, jak wyglądają ich myśli. Zrozumiałam, jak trudna dla nich może być zwykła wizyta u lekarza, gdyż przez niezrozumienie doktor nie pozwala na tłumacza czy pisanie na kartce. Są oni bardzo odsuwani, mimo że nie różnią się od nas - słyszących. Spektakl dał mi do zrozumienia, jak dyskryminowani są nawet pod względem nauki. Nie ma w Polsce uniwersytetu dla głuchych, mimo że jedna z aktorek wspomniała, że podczas swojej podróży do Ameryki spotkała się z takim uniwersytetem. Byli tam głusi wykładowcy, profesorowie oraz uczniowie, co bardzo ułatwia im naukę i zdobywanie wykształcenia. Gestami, mową ciała i mimiką można naprawdę wiele pokazać. Wyrażać emocje można nie tylko poprzez słowa czy dźwięki.”





