Nowy rok szkolny, nowy sezon teatralny! W tym roku rozpoczęliśmy nietypowo, bo wyjazdem do Teatru Lalek w Olsztynie, by zobaczyć sztukę pt. "Pięć i pół człowieka". Jadą do Teatru Lalek większość z nas miała mieszane odczucia. Wielu z nas kojarzy Teatr Lalek ze spektakli dla dzieci, które oglądaliśmy jeszcze w czasach szkoły podstawowej i każdy z nas miał różne wspomnienia ;)

Ale ten spektakl był inny! Zaskakujący, niepowtarzalny i niesamowity. Były lalki, były deski, trociny i ekstremalne emocje. Podczas spektaklu mogliśmy podziwiać zapierającą dech w piersiach grę aktorów, zobaczyć nową, artystyczną formę przekazu i przekonać się, że Teatr Lalek wcale nie jest tylko dla dzieci.

Historia Stacha i Sary już na zawsze pozostanie w naszych sercach. Ta historia była o … miłości. Tak, o miłości bez dwóch zdań. Na koniec większość z nas płakała, jak na historię o miłości przystało. Ale to nie był romans. To był, to był, majstersztyk. Możemy powiedzieć jednogłośnie, że TO TRZEBA ZOBACZYĆ! Więcej słów nie ma sensu i tak nie uda nam się opisać tego co czuliśmy.

Dziękujemy bardzo aktorom (Marcinowi Młynarczykowi, Karolinie Sadowskiej i Sylwie Wiensko) za spotkanie i rozmowę po spektaklu. Była to wisienka na torcie, jakim jest nasza przygoda w Teatrze lalek. Kłaniamy się nisko i straszymy, że to nie była nasza ostania wizyta u Was! Jeszcze się u Was zjawimy ;)

 

A to nasze wrażenia:

„Większość z nas przed spektaklem przyznawała, że nie wie czego się spodziewać po Teatrze Lalek. Zamglone wspomnienia z wycieczek z pierwszych klas podstawówki i karykaturalna wizje poruszania szmacianymi lalkami nijak się miały do prawdziwego wrażenia, jakie wywołał na nas spektakl.”

"Kompletnie się tego nie spodziewałam. Aktorom udało się zrobić kawał dobrej roboty. Historia była przejmująca, jednak prawdziwą robotę robił sposób wykonania, nadający historii prawdziwości. Niesamowite przeżycie, uwalniające multum emocji: naprawdę coś pięknego."

"Spektakl był niezwykle poruszający. Przepiękna historia o zakazanej miłości na długo zapadnie mi w pamięć. Widać, że aktorzy włożyli w to ogrom pracy i serca. Surowość scenografii nadawała całości klimatu. Zdecydowanie mogę polecić."

"Spektakl był naprawdę niesamowity, co czego nie spodziewałbym się po teatrze lalek. Łapał za emocje, gra aktorska oraz scenografia naprawdę sprawiały, że całą historię dało się czuć, a wszystko można było odczytać na twarzach aktorów. Spektakl na pewno na długo pozostanie w myślach."

 

Co było - nie wróci
I szaty rozdzierać by próżno
Cóż, każda epoka
Ma własny porządek i ład
A przecie mi żal,
Że tu w drzwiach nie pojawi się Puszkin
Tak chętnie bym dziś
Choć na kwadrans na koniak z nim wpadł

 

Współczesny świat ciągle goni. Pożąda pieniędzy, luksusów, wygody i sławy. Kto nie dostosowuje się, ten odpada. Coraz mniej w tym świecie czasu na refleksję, coraz mniej czasu na prawdziwe, szczere uczucia. Czasem w tym pędzie warto się jednak zatrzymać i sięgnąć do źródła. A takim źródłem niewątpliwie jest twórczość Bułata Okudżawy.

Mistrz Bułat Okudżawa należy do najwybitniejszych poetów rosyjskich XX wieku. Jest zestawiany na równi z takimi bardami jak Josif Brodski, Aleksander Galicz czy Władimir Wysocki. Bułat był wnikliwym poetą codzienności. Był mistrzem powściągliwości i dostojnej powagi. Posługiwał się symbolami (balonik, trolejbus, czarny kot), a w interpretacjach swoich wierszy, przy oszczędnym akompaniamencie gitary, każde subtelnie ważone przez niego słowo zyskiwało prawdziwe, często głębokie znaczenie i niebywałą siłę wyrazu. Uczciwie i umiejętnie rozprawiał się z przeszłością i teraźniejszością. Wzruszał, bawił, a przede wszystkim zmuszał do refleksji. Jego twórczość kiedyś cieszyła się wielkim uznaniem. Starsze pokolenie doskonale pamięta niewysokiego pana w okularach śpiewającego swoje pieśni charakterystycznym głosem. Młodsze wydawałoby się, że niestety nie.

Całe szczęście, że są jednak tacy ludzie jak Jarosław Olejnik i prowadzona przez niego grupa teatralna „RAMPA”. Kiedy w przestrzeni publicznej pojawia się informacja, że młodzież z I Liceum Ogólnokształcącego im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Kętrzynie zaprasza na swój występ, kętrzyńska publiczność wie, że warto przyjść. I tym razem licznie zgromadzona, w ostatni czwartek, w sali kinowej KCK publiczność się nie zawiodła.

„Adepci poezji” zmierzyli się z twórczością Mistrza Bułata. I trzeba przyznać, że doskonale sobie poradzili. Piosenek w wykonaniu Róży Kozłowskiej i akompaniującym jej na gitarach Danielowi Sapińskiemu i Nathanowi Lewkowiczowi, publiczność wysłuchała z zachwytem. Róża zaczarowała wszystkich swoim głosem, niezwykłą wrażliwością, a przede wszystkim dojrzałością wykonania. Piosenki były przeplatane wierszami gruzińskiego barda. Agata Ożga, Matylda Rodziewicz, Aleksandra Trypucka i Antoni Jowsa zaprezentowali te bardziej i mniej znane utwory barda np. „Modlitwa” czy „Jechał trolejbus po ulicy”. Ich wykonania były świeże i bardzo zaskakujące. Jeśli do tego dodamy pomysłowy wstęp w wykonaniu reżysera, efektowną dekorację, ciekawe aranże, to nic dziwnego, że zachwycona publiczność wielkimi brawami nagrodziła artystów oraz razem z nimi wykonała bis. Jednym słowem wypadło wspaniale. Ogromne podziękowania dla Jarosława Olejnika i „RAMPY” za kolejną ucztę duchową. Czerpcie garściami ze źródła, a my czekamy na więcej.

Kilka opinii z widowni:

"Uczestnicy występu doskonale wczuli się w wybrane wiersze, ukazując ich spojrzenie na utwory Bułata Okudżawy. Dopełniły je piosenki w wspaniałym wykonaniu. Miło było zobaczyć świeże wykonanie znanych utworów, co pozwoliło dla jednych zobaczyć je w nowej odsłonie, a dla innych zainspirować do głębszego poznania dzieł Okudżawy."

"Spektakl bardzo mi się podobał! Róża śpiewała pięknie, jej głos był zachwycający. Osoby recytujące wiersze były cudowne, wzbudziły wiele emocji swoim wykonaniem. To był naprawdę wspaniały i niezapomniany wieczór."

 

Dnia 11 czerwca, członkowie grupy teatralnej RAMPA, mieliśmy zaszczyt wziąć udział w warsztatach aktorski poprowadzonych przez pana Wojciecha Rydzio, który przyjechał do nas z Teatru Jaracza w Olsztynie. Ciepło go przywitaliśmy i następne trzy godziny spędziliśmy z nim na różnych ciekawych aktywnościach. Pan Wojciech wytłumaczył nam, czym może być konflikt. Czy wewnętrzny, czy między dwoma osobami, jest formą jakiejś niezgody. Poprzez integrację i zabawy staraliśmy się znaleźć źródła naszych konfliktów, określić jakie emocje one w nas wywołują oraz nawet odegrać parę scenek. Na różne sposoby ukazywaliśmy bunt i niezgodę. Wywołało to w nas niemało emocji! Mimo wymagającego tematu na zajęciach panowała miła atmosfera, a nasze zadania przeplatały się z paroma rozluźniającymi grami zespołowymi. Na sam koniec zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie, jak zawsze kreatywne. Jeszcze raz dziękujemy panu Wojciechowi za oryginalne zajęcia, mamy nadzieję, że nie ostatnie! A tu parę osobistych opinii od nas:

„Na zajęciach z Panem Wojtkiem nauczyliśmy się, że konflikty często mogą stymulować do działania i zmiany. Dowiedzieliśmy się jak funkcjonuje nasze ciało i otoczenie, i jaki wpływ mogą mieć nasze intencje. Zyskaliśmy wiedzę do wykorzystania na scenie, ale i poza nią. Oprócz tego Pan Wojtek prowadził zajęcia w bardzo miłej atmosferze co zostawiło nas w dobrym humorze do końca dnia.”

„Warsztaty mi się bardzo podobały, dzięki nim jestem bardziej świadoma przestrzeni na scenie i skupiam się nie tylko na emocjach, ale i na ruchu scenicznym. 3 godziny minęły jak 10 minut 🤙”

„Moim zdaniem te warsztaty były świetne! Super się na nich bawiłam i nie nudziłam się. Po nich wiem, że na scenie nie jest potrzebne tylko opanowanie głosu, ale przede wszystkim nagłe ruchy, które przykuwają uwagę publiczności!! Dziękuję bardzo i mam nadzieję, że będę miała możliwość wzięcia udziału w podobnych warsztatach!!”

25 kwietnia był dla nas dniem wyjątkowym z kilu powodów. Głównym powodem naszej ekscytacji był spektakl „Balladyna” wystawiany w naszym ukochanym Jaraczu. Udało nam się zdobyć bilety na spektakl przedpremierowy, co spowodowało, że nic na temat tego jak wygląda spektakl nie wiedzieliśmy. Więc każdy miał swoje wyobrażenia i oczekiwania. Tym bardziej, że reżyserem jest Jarosław Kilian (znawca i wielbiciel „Balladyny” – wystawiał ją już w różnych teatrach 3 razy), a obsada jak zwykle gwiazdorska.

Trzeci dzwonek, zgasły światła, kurtyna poszła w górę. Wszystkim serca zabiły mocniej. Pierwsze zaskoczenie to prosta scenografia. Drugie to, że Chochlik i Skierka (grane przez Katarzynę Kropidłowską i Małgorzatę Rydzyńską) to kobiety. Trzecie, że Goplana … no właśnie, że Goplana wyślizgnęła się poza granice naszej wyobraźni i nikt sobie jej tak nie wyobrażał. W tej roli zobaczyliśmy Macieja Cymorka (wielkie brawa), który „rozwalił” nas na wiele sposobów swoją postacią.

Ogólnie gra aktorska, jak zawsze na wysokim poziomie. Balladyna (Alicja Parczewska), która ewaluowała i zmieniała się na naszych oczach w coraz to inną osobę, z innymi emocjami, celami i czasami miało się wrażenie, że to kilka innych osób gra tą rolę. Cudowna, delikatna i naiwna Alina (Emilia Lewandowska), Grabiec (Marcin Tyrlik) – tu też wielkie zaskoczenie i rewelacyjna gra – którego chyba tez wyobrażaliśmy sobie inaczej. Cezary Ilczyna jako pustelnik, Joanna Fertacz w roli matki (tu też wielki ukłony), Kirkor (Mikołaj Trynda) – męski, uwodzicielski i intrygujący. Maciej Mydlak, rewelacyjny w roli Fon Kostryna, Marian Czarkowski, Krzysztof Plewako-Szczerbiński i studenci Sewruka, wszyscy zagrali nietuzinkowo, niepowtarzalnie i wspaniale.

Do tego muzyka (Adam Walicki), stroje (Dorothée Roqueplo), choreografia (Jacek Przybyłowicz) sprawiły, że dyskusjom po spektaklu nie było końca. Niektórzy byli zachwyceni skromną scenografią (inni nie), śpiewem Goplany (tu też zdania były podzielone). Część mówiła, że wyobrażała sobie to inaczej, ale to było coś. Ogólnie spektakl zrobił wrażenie.

Dodatkowo spotkanie po spektaklu z aktorami i osobami przygotowującymi „Balladynę” dał nam wiele radości i odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Dziękujemy p. Barbarze Święcickiej za spotkanie. Jak zwykle Jaracz nas zaskoczył, oczarował i sprawił, że wrócimy tam na 10000%. Dobra robot :)

 

A oto kilka opinii widzów:

„Ostatniego dnia przed majówką pojechaliśmy do olsztyńskiego teatru im. Stefana Jaracza, aby obejrzeć “Balladyne”. Oglądając spektakl mieliśmy okazję poczuć się jak świadkowie wydarzeń z okolic jeziora Gopło, ponieważ aktorzy znakomicie odgrywali swoje role. Ponadto spektakl był dość długi więc każdy z nas miał wiele czasu na wczucie się w panujący na scenie klimat. Po widowisku mieliśmy zaszczyt spotkać się i porozmawiać z obsadą oraz reżyserem, którzy chętnie odpowiadali na nasze pytania i dzielili się sekretami zza kulis. Reżyser (Jarosław Kilian) opowiedział nam bardzo dużo o swojej pracy i zamiłowaniu do “Balladyny” Juliusza Słowackiego. Dzięki tej rozmowie lepiej poznaliśmy szczegóły pracy reżysera. Było super!” 

„Bardzo dobrze bawiłam się na „Balladynie”. Jako, że zrobiłam sobie „przerwę” od teatru, liczyłam, że te przedstawienie mnie pozytywnie zaskoczy. Tak też było! Emocje na scenie przechodziły na mnie w trakcie spektaklu, a kostiumy były dopracowane. Lektura szkolna, która była dla mnie męczarnią, przerodziła się w wspomnienie na lata. Bardzo cieszę się, że miałam szansę wysłuchać wizji reżysera po przedstawieniu. Zdecydowanie wrócę do wyjazdów do teatru Jaracza!”

„Bardzo mi się podobał występ. Jest to mój ulubiony spektakl. Każda postać była podpasowana idealnie do swojej roli i zdziwiłam się, że ludzie są aż tak utalentowani do tego stopnia, że mogą tak idealnie odwzorować drugą osobę. Popłakałam się 2 razy, szczególnie w scenie wyroku na matkę. Bardzo mi się podobały te wątki, gdzie np. pomocniczka goplany sypała sobie z jednej dłoni do drugiej niewidoczny pyłek lub piasek. chyba zacznę chodzić do teatru częściej 😂 ale tylko tego w Olsztynie 🥰 „

„Zaskoczył mnie sposób przedstawienia utworu, spodziewałem się postaci bardziej zbliżonych epoce Słowackiego. Na początku zraziło mnie to lekko, choć później dało to duży wyraz artystyczny. Podobała mi się ta różnorodność na scenie, mogłem tam zobaczyć każdą epokę, jej ubiór. Ogólnie, po spektaklu wyszedłem zdziwiony, nie do końca potrafiąc połączyć książkową Balladynę z tą ze sceny. Mimo wszystko, spektakl mnie nie zawiódł i zostawił z dużymi przemyśleniami odnośnie tego formatu.”

Ostatni raz w tym roku szkolny udaliśmy się do Teatru Jaracza by zobaczyć ostatni, trzeci spektakl dyplomowy studentów ostatniego roku ze Studium Aktorskiego. Spektakl pt. „Hotel Chelsea” wywarł na nas ogromne wrażenie. Akcja spektaklu rozgrywa się w słynnym nowojorskim Hotelu Chelsea. Ten wybudowany w 1886 roku obiekt, przez dziesięciolecia stanowił miejsce pobytu wielu wybitnych artystów i artystek. Przebywał tu m.in. Andy Warhol, Jane Fonda, Frida Kahlo, Patti Smith, Janis Joplin. Niektórzy z nich mieszkali w nim przez lata, inni znajdowali tam schronienie na krócej. Miejsce to stanowiło swoistą enklawę dla wielu osób będących w różnych stadiach swojej kariery. Spektakl „Hotel Chelsea" opowiada o losach ośmiu z nich. Twórcy, którzy starają się znaleźć wspólną płaszczyznę między życiorysami konkretnych postaci, a doświadczeniami osób aktorskich, dotykają tematów związanych m.in. z seksualnością, marzeniami oraz niepewnością wchodzenia w zawód.

Dziękuję wszystkim teatromaniakom za to, że byliście, jeździliście, przeżywaliście, rozmawialiście chłonęliście teatr. To przyjemność być tam z Wami. Głowa do góry, we wrześniu kolejny wyjazd. Dziękuję też p. Dominice Skrzypczyńskiej i Elżbiecie Niedźwieckiej-Dżus za mile towarzystwo – Jarosław Olejnik

 

A oto kilka opinii wiernych widzów:

„Zawsze jak jadę na sztukę do Sewruków jestem wręcz pewna, że się nie zawiodę i będzie niesamowita. Tak samo było z „Hotelem Chelsea”. Samo przedstawienie hotelowych gości w tajemniczej oprawie i wplatanie w ich przygody osobistych doświadczeń aktorów stworzyło taką wspaniałą atmosferę, że aż nie chciałam, żeby ten spektakl dobiegł końca. Kwestie postaci (a szczególnie Roberta!!!) poruszyły mnie i zmusiły do refleksji na tematy trudne, ale ważne i jestem za to bardzo wdzięczna. Pewna część tej pięknej przygody zostanie ze mną na dłużej. Dziękuję Wam za kolejne cudowne spotkanie.”

„Hotel Chelsea był niewątpliwie moim ulubionym spektaklem dyplomowym Sewruków. Bardzo podobał mi się sposób przedstawienia gwiazd mieszkających w hotelu, ale także przeplatane wątki i osobiste doświadczenia aktorów. Tajemniczości i klimatu nadawała muzyka, która bardzo mnie hipnotyzowała. Bardzo poruszył mnie wątek Jane Fondy (swoją drogą świetnie zagranej). Spektakl na pewno skłoni mnie do refleksji nad tym ile muszą poświęcić artyści by byli zauważalni i odnieśli sukces, oraz nad tym jakie są realia ich marzeń.”

„Po raz kolejny jestem zachwycona grą aktorską studentów. Ich trzeci spektakl dyplomowy „Hotel Chelsea” zwalił mnie z nóg! Dosłownie nie mogłam oderwać oczu ze sceny, a kolejne opowieści o losach artystów i artystek, którzy zamieszkiwali tytułowy hotel, zmuszały do coraz to większej refleksji. To było niesamowite doświadczenie.”